Dlaczego kobiety zostają z tyranami?

W towarzystwie wzorowy mąż, w domowym zaciszu lubi żonie przysolić („bo zupa była za słona”). A co na to kobieta? Przeprasza i wraca do gotowania.



Racjonalne wydaje się, że kiedy ktoś nas krzywdzi, staramy się od niego uciec i zerwać wszelki kontakt. Wydaje się, bo rzeczywistość pokazuje co innego. Coś w kobietach powoduje, że nie zawsze nie odchodzą od agresywnych partnerów. Przeciwnie, często kryją swoich cichych oprawców, a nierzadko też biorą na siebie winę za ich odrażające zachowanie.

Według policyjnych statystyk, w 2017 roku w Polsce prawie 70 000 kobiet doznało przemocy w rodzinie. Dane te dotyczą jednak tylko jednostek, które zgłosiły się do odpowiednich służb. A co z tymi, które nie odważyły się przyznać, co dzieje się za ich zamkniętymi drzwiami? Badania wiktymizacyjne pokazują, że rzeczywista liczba ofiar „męskich bokserów” może wynosić nawet 800 000. Dlaczego tak wiele kobiet nie mówi o swoim problemie, ani nie odchodzi od mężów tyranów? Źródła tego zjawiska można doszukiwać się w wielu czynnikach, psychologicznych jak i socjologicznych:

U statystycznej matki Polki w wieku 35 – 45 lat nadal dominują cztery główne powody, dla których nie porzucają damskiego boksera. Są to: wiara i wierność świętym sakramentom, obawa o bezpieczeństwo materialne dzieci, brak koncepcji samofinansowania siebie oraz lęk przed ostracyzmem rodziny i środowiska

wymienia psycholog Krzysztof Myjkowski

Bezsilność kształtuje się z czasem

Większość kobiet doświadczających przemocy ze strony partnera wierzy, bądź chce wierzyć, że same poradzą sobie z problemem. W dużej mierze jest to związane z przekonaniem, że Policja nie zajmie się odpowiednio sprawą i nie uczyni nic w kierunku powstrzymania oprawcy. Przeświadczone o ogólnie przyjętej wyższej pozycji mężczyzny w społeczeństwie często uważają, że nikt im nie uwierzy. Taka postawa jest w socjologii nazywana „wyuczoną bezradnością” i sprowadza się do poczucia, że żadne podjęte działanie nie przyniesie pożądanego skutku. Psycholog Leonora Walker, badająca zagadnienie przemocy domowej wobec kobiet, wykazała, że ofiary wcale nie od początku ulegają oprawcy. Dopiero kiedy ich próby reagowania czy sprzeciwu nie dają rezultatu, kobiety stają się pasywne i pewne swojej bezsilności.

Z badań przeprowadzonych przez Beatę Gruszczyńską  w 2013 roku wynika, że co czwarta z badanych ofiar nie przyznaje się do doświadczanej przemocy ze względu na poczucie wstydu, zażenowania, czy zaszczepiany przez pokolenia pogląd, że „wszystko musi zostać w rodzinie”. Część z nich przed ujawnieniem się powstrzymuje obawa przed spotęgowaniem gniewu partnera i pogorszeniem sytuacji. Ofiary nierzadko dochodzą do momentu, kiedy za ciężką rękę partnera obwiniają siebie i zaczynają wierzyć, że zasługują na to, co je spotyka.

Świat się zmienia, zmieniają się też kobiety

Ostatnio można jednak zaobserwować tendencję, zgodnie z którą powoli rośnie liczba pań otwarcie mówiących o doznawanych krzywdach. Związane jest to z wciąż wzmacniającą się pozycją kobiet w społeczeństwie i rosnącym poczuciem ich własnej wartości. W dzisiejszych czasach uwidacznia się typ wykształconej, niezależnej kobiety, która nie boi się zabrać głosu w swojej sprawie. Myjkowski dodaje:

Wraz z rosnącym poziomem wykształcenia kobiet i zamieszkaniem w dużych aglomeracjach istotne staje się dla nich raczej ile na rozwodzie można zyskać, a ile stracić… W tych kręgach szybko rośnie w cenę poczucie godności osobistej. Kobiety poniżej 35 roku życia radykalizują się wręcz z roku na rok. Przemoc psychiczna i fizyczna oraz nielojalność są powodami rozwodów już prawie co drugiego młodego małżeństwa, a to chyba jeszcze nie koniec tej tendencji.

Mężczyźni też są ofiarami

A jak to wygląda w odwrotnym przypadku, kiedy to facet staje się ofiarą w związku? Wbrew pozorom nie jest to rzadkie zjawisko. Co dziesiąty Polak był celem fizycznego znęcania się przez partnerkę, a co piąty doświadczył dręczenia psychicznego – tak wynika z raportu CBOS z 2012 r. Tutaj ciemna liczba zdarzeń nieodnotowanych jest prawdopodobnie jeszcze większa. Mężczyźni wstydzą się przyznać przed światem, że tyranizuje ich „słaba płeć”..

Dla wielu dążenie do utrzymania wizerunku silnego, dominującego mężczyzny jest nadal życiowym priorytetem, a przyznanie się do bycia ofiarą przemocy ze strony kobiet traktowane jako oznaka słabości, która w ich przekonaniu może prowadzić do ośmieszenia i utraty autorytetu.- tak swoje badanie nad doświadczaniem przemocy przez mężczyzn podsumowuje Anna Dudak z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Społeczeństwo narzuciło na mężczyzn stereotyp silnego, dominującego osobnika, z czym nijak współgra uleganie agresywnej żonie. W skutek tego panowie boją się zignorowania przez Policję, prokuraturę czy sąd i kontynuują życie w cichym przyzwoleniu

Przemoc w rodzinie występuje po obu stronach barykady i niezależnie od płci, w większości przypadków nigdy nie wychodzi poza dyskretne cztery ściany. Pozostaje nadzieja, że wraz ze zmieniającym się światem ofiary domowej tyranii zaczną częściej wychodzić z cienia i stawiać czoła swoim gnębicielom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *