Serial Killers: David Berkowitz

„Syn Sama”, „44. Kalibrowy Morderca” – David Berkowitz przyznał się do sześciu zabójstw i ranienia kilku innych osób. Robił to, bo „głosy kazały mu zabijać”. Jak twierdził, wykonywał tylko rozkazy demona, który przemawiał przez psa jego sąsiada.


Diabelskie nasienie

David urodził się 1 czerwca 1953 roku w Brooklynie. Był tzw. wpadką, owocem jednorazowej przygody biznesmena z kelnerką. Ojciec nie chciał zaopiekować się dzieckiem, więc matka oddała Davida do adopcji. Chłopiec został przygarnięty przez żydowską parę Nathana i Pearl Berkowitz, gdy miał zaledwie kilka dni. Adopcyjni rodzice byli bardzo przywiązani do Davida, w szczególności matka, z którą chłopaka łączyło silne uczucie.

David był inteligentnym dzieckiem, jednak nie bardzo interesowała go nauka. Jako dziecko sprawiał kłopoty, prześladował dzieci sąsiadów bez szczególnego powodu, był również zafascynowany ogniem. Zachowywał się nadpobudliwie i rodzicom trudno było nad nim zapanować. Przez swoje spore rozmiary, (budzi skojarzenia z niejakim Edmundem Kemperem – criminalmind.pl/serial-killers-edmund-kemper), uważał się za mniej atrakcyjnego od rówieśników i prowadził samotniczy tryb życia, a dzieci w szkole często mu dokuczały.

Mając około 8-13 lat, trzy razy był świadkiem śmierci osób potrąconych przez samochód. Od kiedy skończył 11 lat, twierdził, że dręczyły go potwory. Spał przy zapalonym świetle lub z rodzicami. To owe wyimaginowane stwory rzekomo kazały mu podkładać ogień, co skutkowało wywoływaniem setek małych pożarów. W wieku 13 lat zaczął zabijać i znęcać się nad zwierzętami. Zabił m.in. papużkę matki, podając jej małe dawki płynu czyszczącego przez okres trzech tygodni.  Uśmiercił też tysiące żuków, podpalając je lub sklejając klejem kauczukowym.

Dawid nie był świadomy, że jego przybrana matka cierpiała na raka piersi jeszcze zanim się urodził, więc kiedy w 1965 i 1967 roku nowotwór nawrócił, chłopak był zszokowany. W 1967 roku Pearl zmarła, pozostawiając wstrząśniętego nastolatka samego z ojcem.

Warunki w jakich dorastał Berkowitz nie były takie, jakich można by się spodziewać po kimś, kto zabijał z niemal seksualną przyjemnością. Nie ma żadnych dowodów na to, by późniejsze zbrodnie Berkowitza były skutkiem jakichś patologicznych czynników czy brutalnych zachowań w rodzinie. Był adoptowany, lecz adopcyjni rodzice dali mu kochający, stosunkowo zamożny dom i poświęcali mu dużo uwagi. Davidowi z pewnością żyło się lepiej niż większości dzieci z sąsiedztwa. Jedyne traumy, jakich mógł doznać za młodu, to kilkukrotne bycie świadkiem czyjejś śmierci – doświadczenie mogące odcisnąć głębokie piętno na psychice dziecka.  Nie można też zlekceważyć przedwczesna śmierci najbliższej osoby. Ciekawy i niepokojący jest jednak fakt, że Dawid przejawiał złowróżbne zachowania jeszcze przed utratą matki. Czynnikiem zewnętrznym, który mógł mieć wpływ na wykreowanie w dziecku tak niezrównoważonych zachowań, mogło być wczesne poznanie prawdy o byciu adoptowanym (miał wtedy 7 lat).

Ale panie władzo, to szatan mi kazał

Latem 1976 roku w Nowym Jorku rozpoczęła się seria strzelanin, za sprawą 23-letniego wtedy Berkowitza. Pierwszy raz odebrał życie człowiekowi dokładnie w nocy 29 lipca.  Zaatakował wtedy dwie dziewczyny, siedzące w  samochodzie zaparkowanym przed domem jednej z nich. Jak później twierdził, głosy w głowie szeptały mu do ucha: Bierz je! 19-letnia Jody Valenti została postrzelona w udo i uszła z życiem – jej koleżanka nie miała tyle szczęścia.  18-letnia Donna Lauria zmarła na miejscu z przestrzeloną szyją. Podczas jednego z przesłuchań Berkowitz wyznał:

Wiedziałem, że muszę je dorwać. Takie otrzymałem rozkazy. Te kobiety zobaczyłem po raz pierwszy w życiu na chwilę przed oddaniem strzałów.

Jak później przyznał, Berkowitz wyobrażał sobie przez jakiś czas, że demony zorganizowały jego małżeństwo z duchem Donny, w której rzekomo się zakochał.

Bulldog .44

23 października Berkowitz postrzelił kolejne dwie osoby przebywające w stojącym aucie. 19-letni Carl Denaro przeżył, w przeciwieństwie do jego partnerki, Rosemary Keenan. Miesiąc później Berkowitz oddał strzały w stronę dwóch wracających z kina nastoletnich dziewczyn. Jedna z nich wyleczyła się po postrzale, druga natomiast została na zawsze sparaliżowana. 30 stycznia 1977 roku „Syn Sama” uśmiercił kolejną osobę – siedzącą w samochodzie Christine Freund. Głosy miały znowu stanowczo mu rozkazywać: bierz ją, bierz ją i zabij. Towarzyszący ofierze narzeczony również został postrzelony, ale ocalał. Berkowitz miał zamiar: zabić tylko ją, głosy nic nie mówiły o nim. Policja wywnioskowała ze schematu działania sprawcy, że ofiarami są głównie młode kobiety o długich, ciemnych włosach i/lub pary w zaparkowanych samochodach.

8 marca 1977 roku” Syn Sama” postrzelił w twarz 21-letnią Virginię Voskerichian. Później wyznał, że nie wie, dlaczego wybrał akurat ją. Kobieta zmarła na miejscu. Przeświadczenie Berkowitza, że jest wysłannikiem demonów i wypełnia zleconą przez nich misję, przybrało na sile. 17 kwietnia wyruszył na kolejne polowanie na ludzi. Śmiertelnie postrzelił parę obejmującą się w samochodzie, 18-letnią Valentinę Suriami i 20-letniego Alexandra Esau. Berkowitz nazwał te morderstwa swoim najlepszym wyczynem, gdyż „uzyskał” aż dwa trupy. Czuł się przepełniony władzą. 25 czerwca morderca stwierdził, że: Demony domagały się dziewcząt. Wszystkiego, co pachnące, milutkie i słodziutkie. Tego dnia postrzelił Judy Placido w kark, ramię i bark, a jej chłopaka w przedramię. Oboje przeżyli. Napastnik był zawiedziony.

 

Ofiary Syna Sama; fot. emaze.com


Ludzie listy piszą… bestie też

Na miejscu śmierci Suriami i Esau policja znalazła ręcznie napisany list.

Koślawe pismo było skierowane do kapitana NYPD Josepha Borrelli. W tym liście Berkowitz po raz pierwszy użył wobec siebie pseudonimu „Syn Sama”. Prasa wcześniej nazwała mordercę „the .44 Caliber Killer” ze względu na stosowaną broń. List początkowo nie został w całości udostępniony opinii publicznej.

W telegraficznym skrócie, w liście zabójca dobitnie wyraził swoją determinację do kontynuowania poczynań oraz wyśmiewał policję za ich bezowocne wysiłki w kierunku jego schwytania.

Oto przetłumaczona treść listu (zawierał wiele literówek, błędów i niezrozumiałych fraz):

Jestem głęboko zraniony tym, że nazywacie mnie hejterem kobit (sic!). Nie jestem nim. Ale jestem potworem. Jestem „Synem Sama”. Jestem małym „bachorem”. Kiedy ojciec Sam upija się, staje się złośliwy. Bije swoją rodzinę. Czasami przywiązuje mnie na tyłach domu. Innym razem zamyka mnie w garażu. Sam uwielbia pić krew. „Wyjdź i zabij” rozkazuje ojciec Sam. Za naszym domem odpoczynek. Przeważnie młodzi – zgwałceni i zabici – ich krew popłynęła – teraz tylko kości. Papa Sam trzyma mnie również na strychu. Nie mogę się wydostać, ale wyglądam przez okno na poddaszu i patrzę, jak świat mija. Czuję się jak outsider. Jestem na innej długości fali niż wszyscy inni – zaprogramowany by zabijać. Jednak, aby mnie zatrzymać, musisz mnie zabić. Uwaga, cała policja: Zastrzelcie mnie pierwsi – strzelajcie, aby zabić, albo inaczej. Nie wchodź mi w drogę, bo umrzesz! Papa Sam jest już stary. Potrzebuje trochę krwi, aby zachować swoją młodość. Miał zbyt wiele zawałów serca. Za dużo zawałów serca. „Ugh, wyje, to wkurza syna”. Najbardziej tęsknię za moją śliczną księżniczką. Odpoczywa w naszym kobiecym domu, ale wkrótce ją zobaczę. Jestem „Monster” – „Belzebub” – „Gruby Behemouth”. Uwielbiam polować. Krążąc po ulicach w poszukiwaniu dobrej zwierzyny – smacznego mięsa. Kobita z Queens jest najładniesiejsza (sic!) ze wszystkich. Muszę być wodą, którą piją. Żyję dla polowania – moje życie. Krew za papę. Panie Borrelli, proszę pana, nie chcę już więcej zabijać, proszę pana, nie więcej, ale muszę: „czcij ojca twego”. Chcę kochać się ze światem. Kocham ludzi. Nie należę do Ziemi. Oddaj mnie do Yahoos. Do ludu z Queens, kocham was. I chcę życzyć wszystkim szczęśliwej Wielkanocy. Niech Bóg was błogosławi w tym życiu i w następnym, a na razie żegnam się i dobranoc. Policjo – pozwól mi prześladować cię tymi słowami; Wrócę! Wrócę! Interpretować jako: huk, huk, huk, bank, huk – ugh!! Wasz w morderstwie, Mr. Monster.

Fragment pierwszego listu Berkowitza, fot. wiki

Fragmenty listu opublikowano w prasie. Psychologowie zauważyli, że dla seryjnych morderców poczucie kontroli nad mediami, organami ścigania, a nawet nawet nad społeczeństwem stanowi źródło swoistej siły – tak prawdopodobnie było w przypadku Berkowitza. Po konsultacji z kilkoma psychiatrami, policja opublikowała profil psychologiczny podejrzanego. Został opisany jako neurotyczny i prawdopodobnie cierpiący na schizofrenię paranoidalną.

30 maja 1977 roku felietonista Daily News, Jimmy Breslin, otrzymał list od kogoś, kto twierdził, że jest Caliber .44 Killer. Na rewersie koperty, starannie wypisane zostały słowa: Krew i rodzina – Ciemność i śmierć – Absolutna deprawacja – .44.

List  brzmiał:

Witam z rynsztoków N.Y.C. wypełnionych obornikiem, wymiocinami, zwietrzałym winem, moczem i krwią. Witam z kanałów N.Y.C., które łykają te przysmaki, kiedy są zmywane przez zamiatarki. Witam z pęknięć na chodnikach N.Y.C. i z mrówek, które mieszkają w tych pęknięciach i żywią się wysuszoną krwią zmarłych, która osiadła w pęknięciach. J.B., po prostu wysyłam ci wiadomość, że doceniam twoje zainteresowanie tymi ostatnimi i przerażającymi zabójstwami .44. Chcę również powiedzieć, że codziennie czytam tę kolumnę i uważam ją za bardzo pouczającą. Powiedz mi Jim, co będziesz miał na 29 lipca? Możesz o mnie zapomnieć, jeśli chcesz, bo nie dbam o rozgłos. Nie możesz jednak zapomnieć o Donnie Laurii i nie możesz pozwolić, by ludzie o niej zapomnieli. Była bardzo, bardzo słodką dziewczyną, ale Sam jest spragnionym chłopcem i nie pozwoli mi przestać zabijać, dopóki nie napełni się krwią. Panie Breslin, proszę pana, nie myślcie, że skoro od dawna o mnie nie słyszeliście, poszedłem spać. Nie, nadal tu jestem. Jak duch wędrujący w nocy. Spragniony, głodny, rzadko zatrzymujący się na odpoczynek; pragnąc zadowolić Sama. Kocham swoją pracę. Teraz pustka została wypełniona. Być może kiedyś spotkamy się twarzą w twarz, a może zostanę zdmuchnięty przez gliny z papierosowym dymem. .38’s. Cokolwiek, jeśli będę miał szczęście, że cię spotkam, powiem ci wszystko o Samie, jeśli chcesz, i przedstawię ci go. Nazywa się „Sam straszny”. Nie wiedząc, co przyniesie przyszłość, pożegnam się i do zobaczenia przy następnej robocie. A może powinienem powiedzieć, że zobaczysz moje dzieło przy następnej robocie? Pamiętaj panią Laurię. Dziękuję Ci. W ich krwi i z rynsztoku „Stworzenie Sama” .44 Oto kilka nazwisk, które mogą ci pomóc. Przekaż je inspektorowi do wykorzystania przez NCIC: „The Duke of Death” „The Wicked King Wicker” „The Twenty Two Disciples of Hell” „John ‚Wheaties’ – Gwałciciel i Dusiciel Młodych Kobiet PS: Proszę poinformować wszystkich detektywów PS: JB, proszę poinformuj wszystkich detektywów pracujących nad sprawą, że życzę im powodzenia. Dopilnuj żeby to zgłębiali, kontynuujcie, myślcie pozytywnie, ruszcie tyłki, stukajcie w trumny itp. „Po schwytaniu obiecuję kupić wszystkim facetom pracującym nad sprawą nową parę butów, jeśli uda mi się zdobyć pieniądze. Syn Sama

Pod podpisem znajdowało się logo lub szkic, który łączył kilka symboli. Pytanie pisarza „Co będziesz miał na 29 lipca?” było uważane za złowieszczą ostrzeżenie: 29 lipca przypadała rocznica pierwszego wystrzału z kalibru .44. Breslin powiadomił policję. Śledczy wywnioskowali, że ​​list prawdopodobnie pochodził nie od zabójcy, a od osoby dobrze znającej sprawę. List Breslina był wyrafinowany pod względem brzmienia i prezentacji, zwłaszcza w porównaniu z niegrzecznie i niechlujnie napisanym pierwszym listem.  Policjanci podejrzewali, że ​​mógł zostać stworzony w studiu artystycznym lub w podobnej profesjonalnej lokalizacji przez osobę znającą się na drukowaniu, kaligrafii lub projektowaniu graficznym. Nietypowe pismo sprawiło, że policja spekulowała, czy ​​zabójca był autorem komiksów. Zapytali nawet członków DC Comics, czy rozpoznają ten styl.  Odniesienie do „Wicked King Wicker” spowodowało, że policja zorganizowała prywatny pokaz filmu The Wicker Man, horroru z 1973 r.

„New York Daily News” opublikował list tydzień później , a Breslin wezwał zabójcę do poddania się. Dramatyczny artykuł sprawił, że tego dnia gazeta stała się najlepiej sprzedającym się numerem Daily News. Policja otrzymała tysiące wskazówek na podstawie odniesień w opublikowanych częściach listu, wszystkie jednak okazały się bezużyteczne.

Wszystkie dotychczasowe ofiary strzelanin miały długie ciemne włosy, w wyniku czego tysiące brunet w Nowym Jorku obcinało i farbowało włosy, a sklepy z artykułami kosmetycznymi miały problemy z zaspokojeniem popytu na peruki.

Ostatnie podrygi

26 czerwca 1977 r. miała miejsce kolejna strzelanina. Sal Lupo, 20-letni pomocnik mechanika i 17-letnia Judy Placido, absolwentka liceum, opuścili dyskotekę Elephas w Bayside w Queens i siedzieli w zaparkowanym samochodzie Lupo około 3:00 rano, kiedy trzy kule wystrzeliły w pojazd. Lupo został ranny w prawe przedramię, podczas gdy Placido została postrzelona w prawą skroń, ramię i kark. Obie ofiary przeżyły obrażenia.

Ani Lupo, ani Placido nie widzieli napastnika, ale dwóch świadków doniosło, że wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w kombinezonie uciekał z okolicy. Jeden z nich twierdził, że widział, jak wyjeżdża autem, a nawet podał częściowy numer rejestracyjny.

Ostatnią śmiertelną ofiarą była 20-letnia Stacy Moskowitz. Berkowitz zauważył ją i chłopaka w samochodzie: Całowali się i obejmowali. Miałem wzwód. Wyjąłem broń, wycelowałem w sam środek głowy Stacy i wypaliłem. Moskowitz zmarła po 38 godzinach od postrzału. Chłopak został dwukrotnie postrzelony w głowę i stracił wzrok, ale przeżył.

„Cóż, macie mnie”

Następnego dnia, 10 sierpnia 1977 r., Policja przeprowadziła dochodzenie w sprawie samochodu Berkowitza, który był zaparkowany na ulicy przed jego budynkiem mieszkalnym przy 35 Pine Street w Yonkers. Zobaczyli karabin na tylnym siedzeniu, przeszukali samochód i znaleźli torbę wypełnioną amunicją, mapy miejsc zbrodni oraz list z pogróżkami zaadresowany do inspektora z grupy zadaniowej Omega. Policja postanowiła zaczekać, aż Berkowitz opuści mieszkanie.

Zawsze uśmiechnięty i zadowolony, fot. NYT

Berkowitz wyszedł z budynku o godzinie 22:00. i wszedł do samochodu. Detektyw John Falotico podszedł do auta od strony kierowcy. Falotico skierował broń w skroń Berkowitza, podczas gdy detektyw  William Gardella wycelował w niego pistolet od strony pasażera.

W samochodzie znaleziono papierową torbę z rewolwerem Bulldog kalibru 0,44, który został zidentyfikowany podczas testów balistycznych. Berkowitz następnie stwierdził bez ogródek: Cóż, macie mnie.  Detektyw Falotico zapamiętał wielki, niewytłumaczalny uśmiech na twarzy mężczyzny.

Policja przeszukała apartament i znalazła go w nieładzie, z satanistycznymi graffiti na ścianach. Znaleźli także pamiętniki, które prowadził, odkąd skończył 21 lat – trzy zeszyty były prawie wypełnione. Berkowitz skrupulatnie odnotowywał w nich setki podpaleń, które, jak twierdził, miały miejsce w całym Nowym Jorku. Niektóre źródła podają, że ich liczba przekracza 1400.

Berkowitz szybko przyznał się do strzelanin i wyraził zainteresowanie przyznaniem się do winy. Podczas przesłuchania Berkowitz twierdził, że pies sąsiada był jednym z powodów, dla których zabijał. Twierdził, że pies żądał krwi ładnych, młodych dziewcząt. Powiedział, że „Sam” wspomniany w pierwszym liście to jego były sąsiad, Sam Carr. Berkowitz wyznał, że Harvey, czarny Labrador Retriever Carra, był opętany przez starożytnego demona i wydawał polecenia nie odrzucenia.

Kilka tygodni po aresztowaniu i spowiedzi Berkowitz mógł komunikować się z prasą. W liście do New York Post z 19 września 1977 r. Berkowitz nawiązał do swojej oryginalnej historii o demonicznym opętaniu, ale zakończył je ostrzeżeniem, które zostało zinterpretowane przez niektórych śledczych jako przyznanie się do posiadania wspólników: Tam są inni Synowie, Boże, pomóż światu. 

Na konferencji prasowej w lutym 1979 r. Berkowitz oświadczył jednak, że jego poprzednie twierdzenia o opętaniu były mistyfikacją.  Podczas spotkań z wyznaczonym przez sąd psychiatrą Davidem Abrahamsenem, wyznał, że już od dawna rozważał morderstwo, mające na celu zemstę na świecie, który według niego odrzucił go i zranił.

Obrońcy doradzili Berkowitzowi, aby złożył wniosek o niewinności z powodu niepoczytalności, ale ten odmówił.  8 maja 1978 r., gdy w sądzie przyznał się do wszystkich strzelanin, wydawał się bardzo spokojny.

Dwa tygodnie poźniej to się zmieło. Berkowitz  próbował wyskoczyć z okna sali sądowej na siódmym piętrze. Kiedy go powstrzymano, sprawca zaczął wielokrotnie wykrzykiwać : Stacy [jego ostatnia ofiara] była dziwką. Zabiłbym ją jeszcze raz. Zabiłbym ich wszystkich ponownie

12 czerwca 1978 r. Berkowitz został skazany na 25 lat dożywotniego więzienia za każde zabójstwo. Wyroku miały odbyć się po kolei, w więzieniu o zaostrzonym rygorze Attica Correctional Facility. Pomimo sprzeciwów prokuratora, dzięki przyznaniu się do winy Berkowitzowi umożliwiono zwolnienie warunkowe po 25 latach.

Syn Sama obecnie; fot. world.wng.org

W połowie lat 90. David zmienił swoje zeznania, twierdząc, że był członkiem brutalnego kultu satanistycznego, który zorganizował te wydarzenia jako morderstwa rytualne. Kilka organów ścigania stwierdziło, że jego roszczenia mogą być wiarygodne, ale wciąż pozostaje on jedyną osobą oskarżoną o strzelaniny. Nowe dochodzenie w sprawie morderstw rozpoczęło się w 1996 r., lecz  zostało zawieszone na czas nieokreślony.

U Berkowitza oficjalnie zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Zabójca miewał urojeniowe myśli, wpływające na jego postępowanie, czasem towarzyszyły temu halucynacje. Uważał, że nadaje na „innej częstotliwości” niż reszta ludzi, nazywał się „potworem” i „Synem Sama”. To przezwisko pochodziło prawdopodobnie od imienia sąsiada Davida, którego pies, jak twierdził Berkowitz, był opętany przez starożytnego demona i to on rozkazywał Berkowitzowi zabijać. Nachodziły go także urojenia i przywidzenia związane z prześladowaniami. Oprócz halucynacji, Berkowitz miał także ataki niekontrolowanego śmiechu i ogólnie wykazywał się zdezorganizowaną mową, emocjami i zachowaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *